Egzamin dojrzałości

Jurys Magdalena urodzona 22.08.1944 w Nowym Sączu

Egzaminy pisemne:
J. polski: Związki muzyki z poezją w dobie Romantyzmu
Formy muzyczne: J. S. Bach - Fuga B-dur "Das Wohltemperiertes Klavier" t. I

Egzaminy ustne:
Biologia: Sposoby oddychania i narządy oddechowe w świecie zwierzęcym i ich
związki ze środowiskiem; ewolucja narządu płucnego kręgowców
kręgowców uwzględnieniem budowy i czynności narządu oddechowego
człowieka.
Proces odżywiania się roślin wyższych: pobieranie, wytwarzanie,
rozprowadzanie, magazynowanie materii pokarmowych.
Historia muzyki: Chorał gregoriański i jego rola historyczna.
Cechy charakterystyczne muzyki neoromantycznej.
Historia: Walka państwa polskiego z krzyżakami w XIV i XV w.
Konfederacje szlacheckie (charakterystyka i przykłady).
Analiza traktatu wersalskiego.
N. O. P.: Zadania rad narodowych
Scharakteryzuj politykę Francji powojennej.
Opisz działalność Frontu jedności Narodowej.

Egzaminy praktyczne SKRZYPCE:
Gama Es - dur
G. F. Telemann - Fantazja nr 5
H. Wieniawski - Kaprys op. 10 nr 1
H. Wieniawski - Kaprys Es-dur op. 18
G. Tartini - Sonata g-moll cz. I, II, III
F. Mendelssohn - Koncert e-moll cz. I
W. A. Mozart-F. Kreisler - Rondo G-dur
F. Kreisler - 'Piękny Rozmaryn"

                 
       
Szanowna Pani Profesor
Drogie Koleżanki i Koledzy
 

Postanowiłam napisać krótki, oficjalny list i wyrazić mój żal, że nie mogę się z wami spotkać. Zdecydowaliśmy się już w styczniu kupić bilety lotnicze, zanim zapadła decyzja o terminie spotkania. Będę w Polsce około 15 lipca do 8 sierpnia, więc być może uda mi się z kimś spotkać.
Wspominam mile szkołę, nauczycieli, koleżanki i kolegów. Cenię Waszą przyjaźń i życzliwość.
W tym momencie stwierdziłam, że taki oficjalny list nie może nikogo zainteresować. Cisną mi się do głowy różne wspomnienia.
Moje pierwsze wrażenia z egzaminów wstępnych, spotkanie z Agatą i następny rok szkolny spędzony z nią w jednej ławce. Następna bliższa znajomość wypadła na Jankę i przetrwała następne 4 lata w jednej ławce, 5 lat wspólnego mieszkania w akademiku i około 2 lat na kwaterze prywatnej. Do tego należy doliczyć wiele wspólnych doświadczeń, które wystarczyłyby na napisanie książki. Pamiętam też jak poznałam się bliżej z Krysią Hussar. Rozbity przeze mnie model oka na lekcji fizyki sprowokował Krysię do zaofiarowania pomocy. Zostałyśmy obie zwolnione z lekcji i pojechałyśmy do jej domu po specjalny klej. Oko zostało uratowane i oddane do Liceum Plastycznego, a nasza znajomość przerodziła się stopniowo w przyjaźń i przetrwała do dziś.
Z Ewą Figurą poznałyśmy się lepiej na studiach, chociaż pamiętam, że grałyśmy razem w Domu Starców na Starobielskiej i akompaniowała mi koncert Mendelssohna na dyplomie. Dopiero w Warszawie, przy okazji moich kilku wizyt, udzielając mi noclegów dała się poznać bliżej i służyła mi radą i pomocą w moich pierwszych miesiącach po przeprowadzeniu się na stałe.
Jej Ojciec zrobił mi na maszynie sukienkę do ślubu cywilnego, o Ona sama była moim świadkiem. Pracowałyśmy też dwa lata razem w Liceum Muzycznym w Warszawie. W tym momencie przypomniało mi się jak otrzymałam swoją pierwszą pracę za sprawą Marysi marszałek. Będąc na koncercie Orkiestry Radiowej w Katowicach, Marysia zapytała czy któraś z nas; Janka albo ja nie chciałybyśmy uczyć w Jaworznie. Pomyślałam, że byłaby to wspaniała okazja dla mnie.
W ten sposób przejęłam uczniów Marysi, która wolała uczyć bliżej domu. Poznałyśmy się bliżej jeszcze wcześniej mieszkając przez krótki czas w Domu Dziecka. Wiem, że obydwie zawdzięczałyśmy to staraniom p. Dyrektor.
Nie mogę nie wspomnieć Gosi. Nie utrzymywałyśmy specjalnie bliskich kontaktów w Liceum, choć pamiętam, że miała ochotę pograć sobie partity Bacha na dwoje skrzypiec, ale wtedy przerastało to moje skromne możliwości. Od niej jednak dowiedziałam się, że można je grać równocześnie (główną część i double). Najmilej jednak ją wspominam z obozu wędrownego nad morzem, gdzie była duszą towarzystwa i przewodziła naszym nieustającym śpiewom. Skąd ona znała te wszystkie piosenki. Chyba z płyt!?
Pozostała jeszcze do oplotkowania Ewa Mikś. Najlepiej ją pamiętam z jej zabawnych opowiadań o samochodzie Tatusia, który się wiecznie psuł i jej wspaniałego poczucia humoru, ale to chyba było już w Katowicach. Miło wspominam odwiedziny w jej nowym domu i przedstawienie nam swojego maleństwa.
Jeszcze nie wspomniałam Krysi Gaś, która pamiętam jeszcze ze Szkoły Muzycznej w Cieszynie. Przypominam sobie, że odwiedziłam ją raz w Ustroniu, a ona mnie w Cieszynie po którymś zjeździe absolwentów. Musiała przeczekać do rana, żeby wrócić do domu pierwszym rannym pociągiem.
Jako ostatnia z dziewcząt przypomniała mi się Dita, chyba dlatego, że dawno jej się widziałam. Nie zapomnę jednak naszych wspólnych powrotów ze szkoły, lekcji religii no i tych pięknych butów, które zaofiarowała mi się pożyczyć na studniówkę. Zawsze ją ciepło wspominam.
O naszych „panach” niewiele mam do powiedzenia, ale pamiętam, że grałam ze Zbyszkiem i Markiem w trio i żałuję, że wtedy jeszcze tak niewiele wiedziałam o graniu. Markowi zawdzięczam dobry stopień z francuskiego. Gdyby mi nie podpowiedział dostałabym dwóję. Potem na studiach odrobiłam te zaległości, ale dziś niestety już niewiele z tego języka pamiętam. Oczywiście mogłabym opisać wiele więcej wydarzeń związanych ze szkołą, ale pisanie nie jest moją największą cnotą.
W czasie pisania tego listu naprawdę zapomniałam, że jestem tak daleko od Was i że minęło już tyle lat. Chcę jednak podziękować Pani Profesor Maciołowskiej za Jej staranie, wyrozumiałość, życzliwość i dobre nauczanie.
Mój mąż, który ukończył Liceum Muzyczne w Krakowie stwierdził, że nie miał "szczęścia" do dobrych nauczycieli z j. polskiego.
Chciałabym jeszcze raz przeczytać "Listy Nikodema", które pożyczyłyśmy kiedyś od Pani wspólnie z Krysią Hussar.
Dołączam też pozdrowienia od Franka, który żałuje, że nie będzie mógł przyjechać w tym terminie. Rozmawialiśmy ostatnio kilkakrotnie przez telefon, go mamy zamiar wpaść do niego z krótką wizytą.

Zawsze życzliwa i wdzięczna Magda.

   
 
A co u mnie
Większość z Was wie, że po skończeniu Liceum rozpoczęłam studia w Katowicach.
Po drugim roku, za namową Marysi Marszałek przejęłam jej klase skrzypiec w Jaworznie i pracowałam tam do końca 1970-go roku. Od stycznia 1971-go rozpoczęłam pracę w Cenrtalnym Zespole Artystycznym Wojska Polskiego w Warszawie. W tym samym czasie wyszłam za mąż za Lecha Leśniaka (pianistę rodem z Krakowa) i już w pażdzierniku urodziłam pierwszego syna, Jerzego.
Trzy lata póżniej przyszedł na świat Aleksander i zdecydowałam zakończyć współpracę z orkiestrą.
W rok póżniej, w zastępstwie za Andrzeja Kowalskiego dołączyłam do tria fortepianowego mojego męża i zaczęliśmy wyjeżdżać na audycje szkolne raz w miesiącu. Niedługo potem zaczęłam współpracę z Liceum Muzycznym w Warszawie, gdzie też Ewa Figura akompaniowała między innymi moim uczniom. Tam też po wielu latach spotkałam po raz pierwszy Agatę z jej dziećmi.
Po dwóch latach mojej kariery nauczycielskiej zrezygnowałam z pracy żeby zająć się dziećmi.
Starszy syn zaczął chodzić do szkoły muzycznej na Mokotowie i musiałam go tam dowozić kilka razy w tygodniu.
W 1980 roku Leszek otrzymał kontrakt do orkiestry symfonicznej w Veracruz (Meksyk) i zaczął tam pracować od lipca. Ja dojechałam do niego po wielkich przebojach w październiku pod warunkiem, że będę zdawała egzamin do orkiestry. Dzieci musiały niestety pozostać w Polsce przez następny rok szkolny pod opieką moich teściów. Spotkaliśmy się wszyscy dopiero w lipcu następnego roku i w sierpniu pojechaliśmy z dziecmi na wakacje do Disney World na Florydzie. Bawiliśmy się doskonale przez okolo 6 tygodni i wydawaliśmy dolary lekką rączką. Po powrocie dzieci poszły do meksykańskiej szkoły i musiałam je odbierać ze szkoły około południa. Tym razem juz jeździłam samochodem i nie pracowałam.

 
 


W następnym roku podróżowaliśmy trochę po Meksyku - jako że mój mąż miał dużo wolnego czasu i zarabiał sporo pieniędzy. Wszystko to się zmieniło diametralnie po następnych wakacjach na które wybraliśmy się do Kalifornii. W drodze powrotnej wybraliśmy się w odwiedziny do naszej byłej sąsiadki z Warszawy, która mieszkała w tym czasie w Denver. Niebawem, dzwoniąc do Veracruz, dowiedzieliśmy się że orkiestra przestała istnieć i stwierdziliśmy że wobec tego zostaniemy w Denver. W ten sposób rozpoczęliśmy nowy rozdział w naszym życiu.
Na szczęście mieliśmy trochę oszczędności w banku amerykanskim. Po załatwienu pierwszych formalności zapisaliśmy dzieci do szkoły i tak zaczęła się nasza codzienność w U.S.A. W następnym roku szkolnym Leszek otrzymał pracę w prywatnej szkole w Lafayett [ okolo 30 mil na północ od Denver. Trwało to 3 lata i praca się skończyła. Wróciliśmy więc do Denver szukać nowych możliwości. Już trochę wcześniej zaczęłam się uczyć strojenia fortepianów i pracowałam dwa dni w tygodniu w sklepie z fortepianami. Niedaleko jednak posunęłam się w tej karierze bo urodził nam się jeszcze jeden syn Christian. Następne kilka lat nie były łatwe, ale spotkaliśmy na swojej drodze wiele wspaniałych ludzi. Udało nam się z ich pomoca kupić segment, w którym mieszkamy już ponad 13 lat. Nasz najmłodszy syn ma juz 17 lat i wybiera sie w przyszłym roku na studia (może fizyka). Ma nawet szanse na stypendium.
Obecnie uczę na skrzypcach w domu, gram w orkiestrze amatorskiej jako asystent koncertmistrza (żeby nie wyjść z wprawy). Za pieniądze też grywam kilka razy w roku i od czsu do czasu trafi mi się jakieś strojenie. Starsi synowie są juz niezależni i spotykamy się z okazji świąt czy urodzin.

A oto cała nasza rodzinka