Szanowna
Pani Profesor
Drogie Koleżanki i Koledzy
Postanowiłam
napisać krótki, oficjalny list i wyrazić mój żal, że nie mogę się z wami
spotkać. Zdecydowaliśmy się już w styczniu kupić bilety lotnicze, zanim
zapadła decyzja o terminie spotkania. Będę w Polsce około 15 lipca do
8 sierpnia, więc być może uda mi się z kimś spotkać.
Wspominam mile szkołę, nauczycieli, koleżanki i kolegów. Cenię Waszą przyjaźń
i życzliwość.
W tym momencie stwierdziłam, że taki oficjalny list nie może nikogo zainteresować.
Cisną mi się do głowy różne wspomnienia.
Moje pierwsze wrażenia z egzaminów wstępnych, spotkanie z Agatą i następny
rok szkolny spędzony z nią w jednej ławce. Następna bliższa znajomość
wypadła na Jankę i przetrwała następne 4 lata w jednej ławce, 5 lat wspólnego
mieszkania w akademiku i około 2 lat na kwaterze prywatnej. Do tego należy
doliczyć wiele wspólnych doświadczeń, które wystarczyłyby na napisanie
książki. Pamiętam też jak poznałam się bliżej z Krysią Hussar. Rozbity
przeze mnie model oka na lekcji fizyki sprowokował Krysię do zaofiarowania
pomocy. Zostałyśmy obie zwolnione z lekcji i pojechałyśmy do jej domu
po specjalny klej. Oko zostało uratowane i oddane do Liceum Plastycznego,
a nasza znajomość przerodziła się stopniowo w przyjaźń i przetrwała do
dziś.
Z Ewą Figurą poznałyśmy się lepiej na studiach, chociaż pamiętam, że grałyśmy
razem w Domu Starców na Starobielskiej i akompaniowała mi koncert Mendelssohna
na dyplomie. Dopiero w Warszawie, przy okazji moich kilku wizyt, udzielając
mi noclegów dała się poznać bliżej i służyła mi radą i pomocą w moich
pierwszych miesiącach po przeprowadzeniu się na stałe.
Jej Ojciec zrobił mi na maszynie sukienkę do ślubu cywilnego, o Ona sama
była moim świadkiem. Pracowałyśmy też dwa lata razem w Liceum Muzycznym
w Warszawie. W tym momencie przypomniało mi się jak otrzymałam swoją pierwszą
pracę za sprawą Marysi marszałek. Będąc na koncercie Orkiestry Radiowej
w Katowicach, Marysia zapytała czy któraś z nas; Janka albo ja nie chciałybyśmy
uczyć w Jaworznie. Pomyślałam, że byłaby to wspaniała okazja dla mnie.
W ten sposób przejęłam uczniów Marysi, która wolała uczyć bliżej domu.
Poznałyśmy się bliżej jeszcze wcześniej mieszkając przez krótki czas w
Domu Dziecka. Wiem, że obydwie zawdzięczałyśmy to staraniom p. Dyrektor.
Nie mogę nie wspomnieć Gosi. Nie utrzymywałyśmy specjalnie bliskich kontaktów
w Liceum, choć pamiętam, że miała ochotę pograć sobie partity Bacha na
dwoje skrzypiec, ale wtedy przerastało to moje skromne możliwości. Od
niej jednak dowiedziałam się, że można je grać równocześnie (główną część
i double). Najmilej jednak ją wspominam z obozu wędrownego nad morzem,
gdzie była duszą towarzystwa i przewodziła naszym nieustającym śpiewom.
Skąd ona znała te wszystkie piosenki. Chyba z płyt!?
Pozostała jeszcze do oplotkowania Ewa Mikś. Najlepiej ją pamiętam z jej
zabawnych opowiadań o samochodzie Tatusia, który się wiecznie psuł i jej
wspaniałego poczucia humoru, ale to chyba było już w Katowicach. Miło
wspominam odwiedziny w jej nowym domu i przedstawienie nam swojego maleństwa.
Jeszcze nie wspomniałam Krysi Gaś, która pamiętam jeszcze ze Szkoły Muzycznej
w Cieszynie. Przypominam sobie, że odwiedziłam ją raz w Ustroniu, a ona
mnie w Cieszynie po którymś zjeździe absolwentów. Musiała przeczekać do
rana, żeby wrócić do domu pierwszym rannym pociągiem.
Jako ostatnia z dziewcząt przypomniała mi się Dita, chyba dlatego, że
dawno jej się widziałam. Nie zapomnę jednak naszych wspólnych powrotów
ze szkoły, lekcji religii no i tych pięknych butów, które zaofiarowała
mi się pożyczyć na studniówkę. Zawsze ją ciepło wspominam.
O naszych panach niewiele mam do powiedzenia, ale pamiętam, że grałam
ze Zbyszkiem i Markiem w trio i żałuję, że wtedy jeszcze tak niewiele
wiedziałam o graniu. Markowi zawdzięczam dobry stopień z francuskiego.
Gdyby mi nie podpowiedział dostałabym dwóję. Potem na studiach odrobiłam
te zaległości, ale dziś niestety już niewiele z tego języka pamiętam.
Oczywiście mogłabym opisać wiele więcej wydarzeń związanych ze szkołą,
ale pisanie nie jest moją największą cnotą.
W czasie pisania tego listu naprawdę zapomniałam, że jestem tak daleko
od Was i że minęło już tyle lat. Chcę jednak podziękować Pani Profesor
Maciołowskiej za Jej staranie, wyrozumiałość, życzliwość i dobre nauczanie.
Mój mąż, który ukończył Liceum Muzyczne w Krakowie stwierdził, że nie
miał "szczęścia" do dobrych nauczycieli z j. polskiego.
Chciałabym jeszcze raz przeczytać "Listy Nikodema", które pożyczyłyśmy
kiedyś od Pani wspólnie z Krysią Hussar.
Dołączam też pozdrowienia od Franka, który żałuje, że nie będzie mógł
przyjechać w tym terminie. Rozmawialiśmy ostatnio kilkakrotnie przez telefon,
go mamy zamiar wpaść do niego z krótką wizytą.
Zawsze
życzliwa i wdzięczna Magda.
|
|
|
W następnym roku podróżowaliśmy trochę po Meksyku - jako że mój mąż miał
dużo wolnego czasu i zarabiał sporo pieniędzy. Wszystko to się zmieniło
diametralnie po następnych wakacjach na które wybraliśmy się do Kalifornii.
W drodze powrotnej wybraliśmy się w odwiedziny do naszej byłej sąsiadki
z Warszawy, która mieszkała w tym czasie w Denver. Niebawem, dzwoniąc
do Veracruz, dowiedzieliśmy się że orkiestra przestała istnieć i stwierdziliśmy
że wobec tego zostaniemy w Denver. W ten sposób rozpoczęliśmy nowy rozdział
w naszym życiu.
Na szczęście mieliśmy trochę oszczędności w banku amerykanskim. Po załatwienu
pierwszych formalności zapisaliśmy dzieci do szkoły i tak zaczęła się
nasza codzienność w U.S.A. W następnym roku szkolnym Leszek otrzymał pracę
w prywatnej szkole w Lafayett [ okolo 30 mil na północ od Denver. Trwało
to 3 lata i praca się skończyła. Wróciliśmy więc do Denver szukać nowych
możliwości. Już trochę wcześniej zaczęłam się uczyć strojenia fortepianów
i pracowałam dwa dni w tygodniu w sklepie z fortepianami. Niedaleko jednak
posunęłam się w tej karierze bo urodził nam się jeszcze jeden syn Christian.
Następne kilka lat nie były łatwe, ale spotkaliśmy na swojej drodze wiele
wspaniałych ludzi. Udało nam się z ich pomoca kupić segment, w którym
mieszkamy już ponad 13 lat. Nasz najmłodszy syn ma juz 17 lat i wybiera
sie w przyszłym roku na studia (może fizyka). Ma nawet szanse na stypendium.
Obecnie uczę na skrzypcach w domu, gram w orkiestrze amatorskiej jako
asystent koncertmistrza (żeby nie wyjść z wprawy). Za pieniądze też grywam
kilka razy w roku i od czsu do czasu trafi mi się jakieś strojenie. Starsi
synowie są juz niezależni i spotykamy się z okazji świąt czy urodzin.
A
oto cała nasza rodzinka |
|
|