A
co u mnie?
Po
pomyślnie zdanym egzaminie wstępnym, zostałam studentką Wydziału
Pedagogicznego w PWSM we Wrocławiu. Już pod koniec studiów, przemyśliwałam
co począć z tą wiedzą, a że zawsze marzyła mi się dyrygentura,
(w tamtych czasach trzeba było mieć ukończony jakiś wydział w
PWSM) zdałam ponownie egzaminy wstępne i zostałam przyjęta na
Wydział Kompozycji, Teorii i Dyrygentury - sekcja Dyrygentury.
W wakacje tegoż roku
1967 wyszłam za mąż za inżyniera mechanika, absolwenta Wojskowej
Akademii Technicznej. Miałam więc męża w mundurze. Zaczęłam pracę
w jednym z wrocławskich ogólniaków i studia. Jurek - mój mąż -
dostał skierowanie do pracy we Wrocławiu, tak więc wydawało się,
że z tym miastem zwiążemy nasze życie. 2 lata później urodziłam
córkę - Dominikę, w następnym roku 2-gą córkę Joannę i po 7 semestrach
przerwałam studia na dyrygenturze, biorąc urlop dziekański, a
właściwie macierzyński. Oczywiście obowiązki domowe już nigdy
nie pozwoliły mi wrócić na ten drugi wydział, tym bardziej, że
Jurek służył, a nie pracował, a obie babcie były bardzo daleko.
W 1972 roku mąż dostał służbowe przeniesienie do Warszawy i tak
oto po prawie 3 latach oczekiwania na mieszkanie pod koniec 1974
roku wylądowaliśmy w Warszawie. Dzieci poszły do przedszkola,
a ja dzięki pomocy Jurka Gabrysia znalazłam pracę w Ministerstwie
Kultury i Sztuki, w Departamencie Teatru, Muzyki i Estrady. Przez
15 lat pracy, przeszłam wszystkie szczebelki kariery urzędniczej,
zajmując się wieloma dziedzinami życia muzycznego w Polsce - przez
filharmonie, międzynarodowe konkursy, festiwale, zespoły "Śląsk"
i "Mazowsze" i dziesiątki najróżniejszych mniejszych
spraw. W 1988 roku zaczęłam pracować w Fundacji Kultury Polskiej
i mam zamiar w niej dotrwać do lutego przyszłego roku, czyli do
emerytury. Od 13 lat pracuję w Autorskiej Szkole Muzyki Rozrywkowej
i Jazzu I i II stopnia im. Krzysztofa Komedy. To pierwsza taka
szkoła w Polsce. Pomagałam ją tworzyć.
Uczę w niej na fortepianie.
Aktualnie jestem babcią trojga wnucząt - Zuzia - 8 lat w Warszawie
oraz Kubuś - 3 latka i Gabrysia - prawie półtora roczku - w Colorado
w USA. Bardzo cierpię, że nie mogę ich częściej widywać. Ale jak
tam jestem, zawsze spotykam się z Magdą.
Teraz czekam niecierpliwie na emeryturę, choć będę nadal pracować.
Mieszkam z mężem, (tym samym od 37 lat), Jego Mamą, psem i kotem.
Na co dzień dość dużo czasu poświęcam Zuzi - wnuczce, bo jej mama,
a moja córka pracuje i studiuje.
Dużą radość sprawia mi możliwość kontaktu z naszą klasą. Szkoda,
że nie wszyscy chcą skorzystać z tego dobrodziejstwa naszych czasów.